O formach twórczości znaczących i takich sobie, czyli … niektóre konsekwencje obcowania ze sztuką.

 

 

 

[Fragmenty]

 

Będąc dość częstym gościem galerii współczesnych, przede wszystkim jako odbiorca i konsument sztuk wizualnych, czasami również jako uczestnik wystaw zbiorowych, pokonkursowych, jubileuszowych czy po prostu tematycznych i indywidualnych, zaobserwowałam kilka zjawisk, którymi chciałabym się podzielić, czy choćby pokrótce o nich napomknąć. Pomimo upływu wieku od pewnych rewolucyjnych zmian w postrzeganiu jakości plastycznej i estetycznej w dziele sztuki – nadal potencjalny odbiorca pozostaje osamotniony w gąszczu wrażeń zmysłowych i nie zawsze przygotowany jest na dialog pod względem społecznym i kulturowym, do odbioru zróżnicowanych zjawisk plastycznych, co wpływa na opór wobec sztuki i jej odgórne odrzucenie jako zjawiska nierozszyfrowanego – zapisanego kodem nieczytelnym i niezrozumiałym.

Naturalną tendencją jest więc to, że współczesne dzieło sztuki, czy obiekt sztuki – zostaje zdyskwalifikowany zanim tak naprawdę rozpocznie się jego forma bycia w świecie. Z góry wiadomo, że dzieło pozbawione odbiorcy nie egzystuje i jako bezkontekstowe nie ma potrzeby dalej istnieć.

 

Przyczyna takiego stanu rzeczy leżeć może w braku niezbędnych narzędzi do odczytywania kodów. (Może jest ich zbyt wiele i dróg o rozwidlających się ścieżkach jest aż nadto, może gubimy się w ich labiryncie – w labiryncie naszych wyborów.)

 

Trudno jednak się dziwić gdy intuicyjnie poszukujemy tradycyjnych wartości i natykamy się na trudności w przyswajaniu nowych tendencji. Nie obce jest bowiem to, co już zostało sprawdzone i potwierdzone. Jednak sztuka wymyka się z tego światopoglądu i brnie dalej – pod prąd, w nieznanym kierunku. Szukając bardziej, lub mniej samookreślenia w przejawach twórczej działalności. Niekiedy trudno jest poruszać się po terytorium grząskim i niepewnym – drogowskazem często pozostaje nadawca komunikatu. Co jednak dzieje się z komunikatem, który nie wprost odnosi się do opisu realności? Czy nie najlepszym sposobem na pozbycie się banalności w opisywaniu realności  jest myśl wyjawiająca jej niedorzeczność, nonsens – absurd jednym słowem?

Z absurdem jesteśmy już oswojeni – towarzyszy nam właściwie od zawsze i poszerza zakres naszej interpretacji i opisu rzeczywistości. Daje nam swoiste poczucie wolności.

[…]

Naturalnym lękiem, z jakim obiorca, podchodzi do aktywności twórczej, jest wielopoziomowe obwarowanie i zwykły ludzki strach przed wysiłkiem i samodzielnym osądem. Częstym sposobem na dotarcie do odbiorcy jest intryga. Nie chodzi tu tylko o strach przed wprowadzaniem nowości w środowisko galeryjne – częstokroć bowiem to, co innym wydaje się NOWE, faktyczne, jako myśl pojawiło się już 40, 50 lat wstecz lub oddzielają je 3 pokolenia. Odbioru sztuki nic nie ułatwia – ani przedmiot sztuki, ani jego twórca – artysta, który częstokroć wpisuje się w stereotyp myślenia. Niełatwo jest artyście przebić się przez tę ścianę uprzedzeń. Dodatkowy problem pojawia się wówczas, gdy obiekt sztuki nie został wykonany tradycyjną metodą, lub został zrealizowany w tworzywie, które dotąd nie było powszechnie stosowane. Często również za obiekt sztuki służy przedmiot codziennego użytku (patrz: Fontanna, czy Suszarka do butelek Marcela Duchampa), który mianowany został „dziełem sztuki”. Pojawia się wówczas rzecz następująca, dzieło wydaje się nie posiadać wartości warsztatowej. Niektórzy odbiorcy przyjmują kryterium jakości rzemieślniczej jako wycenę tego czy coś jest dobre, czy też nie.
I tu chyba pojawia się największy dysonans w ocenie wartości plastyki współczesnej. Zdarza się również i tak, że dzieło wykonane jest przez osoby trzecie – a autor jedynie jest jego pomysłodawcą. Częstym zjawiskiem jest, że artysta (najczęściej konceptualista) wytwarza samą tylko idee – bez formy, kształtu, koloru, zapachu, dźwięku… myśl samą (jak teoretyzował na ten temat Jerzy Ludwiński). Wówczas biada odbiorcy. […]

 

Która forma twórczości będzie posiadała wartość, a która nie – zależy oczywiście od złożonych czynników  – historycznych, społecznych i kulturowych. Ich określaniem zajmują się właśnie kulturoznawcy, krytycy sztuki, filozofowie oraz kilku entuzjastów. Jest jednak pewien typ określający miejsce i rolę tu i teraz – to odbiorca indywidualny. Odbiorca potrzebny jest nie do przyklaśnięcia artyście, lecz do dialogu z nim lub z obiektem sztuki – częstokroć jest to wymiana trudna lecz wzajemna. Obustronna. Tak więc odbiorca ma moc współdziałania z dziełem sztuki. I może zaznaczyć w niej swą obecność.

Artysta, który myśli i zabiera pracę filozofom, jest dla odbiorcy wyzwaniem. Artysta, którego twórczość nie jest jedynie przejawem przelewania stanów psychicznych, w ekstremalnych przypadkach nawet ekshibicjonizmu, zmusza do dialogu lub medytacji.

 

Kontekst odbiorcy, jego uczestniczenie w dziele sztuki jest zasadne i nie pozbawione wartości samej w sobie.
Nie jest to sytuacja łatwa i funkcjonuje głównie w obrębie dziejów sztuki najnowszej. Z powodu braku dystansu, dla nikogo nie jest to sprawa prosta – ani dla sprawcy, ani dla obserwatora – ale przez to wydaje się ciekawa i płodna w nowe interpretacje, opinie i kierunki myślenia. […]

 

Jest jeszcze inny rodzaj twórczości który jest efektem naszej ponowoczesności. Cała popkultura. Efekt działania twórczej zbiorowości i powszechnego dostępu do massmediów. Zastanawiające jest, że żyjąc w dobie eksplozji nowoczesności, będącej efektem rozwoju myśli technicznej, naukowej i humanistycznej (czyli po prostu – intelektu), głód nowinek technicznych wydaje się nigdy niezaspokojony. Sztuka toruje sobie miejsce, absorbując każdą możliwość poszerzania swoich komunikatów. Na dodatek mogą one obecnie rozchodzić się w sposób błyskawiczny. Nie wiem jeszcze czy to dobrze. Wszystko płynie i trudno w tym nurcie nie utonąć. Wiem jednak, że współczesność daje możliwość rozwoju przeróżnym formom twórczości – o których nam się nawet dotąd nie śniło. Doszło do sytuacji gdzie słowa Josepha Beuys’a nabrały nowego znaczenia. Sformułował on w swoim tekście o wiele mówiącym tytule „Każdy artystą” swoją wizję jednostki mogącej tworzyć i mieć wpływ na kształt sztuki. „Każdy może być artystą” – uległo pewnej swoistej nadinterpretacji i nadużyciu. Jednak gdy pod uwagę weźmiemy skalę i metodologię wyrażania twórczych umiejętności uprawiania sztuk wszelakich, to jasnym się staje, że nie ma powrotu do sytuacji z przed 50, 60 lat,  i że elitaryzm zjawiska zachwiał się w podstawach.

 

[…]